|
29/04/2009 15:35 - Wybór jest nasz Kończy się kadencja obecnego Parlamentu Europejskiego, wkrótce wybory. Ważne, żebyśmy na nie poszli i wybierali świadomie, żebyśmy nie pozwolili podjąć naszej decyzji innym. W Brukseli bowiem liczy się reprezentowanie stanowiska Polski, a nie interesów poszczególnych partii politycznych. Ja, w życiu politycznym, jestem niezmiennie wierny idei suwerennej Polski w Europie Ojczyzn, opartej na poszanowaniu odrębności kulturowej i językowej krajów członkowskich, przy ich ścisłej współpracy gospodarczej. I takie ideały przyświecają Naprzód Polsko - partii którą współtworzyłem i w której kierownictwie zasiadam. Jest to młoda organizacja, nieugruntowana jeszcze na polskiej scenie politycznej. Dlatego wspólnie z kolegami podjęliśmy decyzję o dowolności startu w nadchodzących wyborach do PE. Ja zdecydowałem się nie kandydować. Politykę uprawiam z przyjemności, a nie z obowiązku i chcę teraz więcej czasu poświęcić pracy naukowej i swojej Rodzinie. Skończyłem właśnie pisać pracę doktorską dotyczącą europarlamentaryzmu i chcę służyć regionowi i Polsce wiedzą teoretyczną i praktyczną, zdobytą przez pięć lat pracy w Brukseli. Pod koniec tej kadencji mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku wobec Polski. Moją kadencję kończę ze 100 wystąpieniami podczas sesji plenarnych PE, 9 deklaracjami pisemnymi, 8 interpelacjami i 2 projektami rezolucji. Korzystając z możliwości, jakie dawał mi mandat posła do PE, przez 5 lat mogłem, wspierać ludzi potrzebujących pomocy w walce o ich prawa. Zajmowałem się wieloma sprawami, od majątkowych roszczeń ob. Niemiec, przez opiekę nad ludźmi tracącymi swoje dzieci w wyniku dyskryminacji ze względu na narodowość, aż po pomoc mieszkańcom mojego miasta i regionu w walce o prawo do godnego życia. Udało mi się oszacować skalę roszczeń niemieckich, problem ten nagłośnić i przekonać władze lokalne, m.in. w Jedwabnie i Piszu, o konieczności pomocy ludziom poszkodowanym w ich wyniku. Udało mi się pomóc wielu rodzicom w odzyskaniu dzieci lub przynajmniej w uzyskaniu kontaktów nimi, a także wesprzeć trudną, ogólnoeuropejską dyskusję na temat niemieckich Jugendamtów. Lokalnie, udało mi się doprowadzić do remontów kilku miejskich kamienic w Olsztynie i rozpocząć dyskusję na temat niebezpiecznych, przestarzałych instalacji grzewczych tych budynków. Teraz zamierzam skupić się na rozwoju naukowym, nie odchodząc jednak z polityki. Dziękuję tym wszystkim, którzy pomagali mi w sprawowaniu mandatu posła do PE VI kadencji. Zapewniam, że nadal będę służył ludziom potrzebującym pomocy i nadal będę budował Naprzód Polsko - partię, w którą wierzę. skomentuj (40) 25/03/2009 10:21 - Uchylone okno dla roszczeń majątkowych Dzisiaj Senat RP obraduje nad Ustawą o obywatelstwie polskim. Na pierwszy rzut oka nie jest to nic kontrowersyjnego, jedynie kolejny akt ułatwiający rozeznanie w zawiłościach prawnych. Jeśli się jednak przyjrzeć bliżej nowelizacjom zaproponowanym przez senatorów Platformy Obywatelskiej (bo jest to projekt senacki) widać, że to, co Sejm już zaakceptował lekką ręką, ułatwić może „odzyskiwanie" ziemi w naszym kraju tym, którzy w przeszłości z Polski uciekali w poszukiwaniu lepszego jutra. Na nic się teraz zdadzą argumenty dotyczące porzucania, dobrowolności wyjazdu, czy choćby niepłacenia przez lata podatków. Obywatele np. niemieccy będą mogli teraz jednym wnioskiem do ministra spraw wewnętrznych i administracji nabyć prawo do zwrotu polskiej ziemi. W jaki sposób? Przez przywrócenie im obywatelstwa polskiego i uznanie przez Polskę posiadania podwójnego obywatelstwa. Dotychczas bowiem było tak, że z przywileju przywrócenia obywatelstwa polskiego mogli skorzystać jedynie ci, którzy utracili je w wyniku wejścia w związek małżeński z cudzoziemcem/cudzoziemką. Nowelizacja zaś, jak twierdzą senatorzy PO, „ma na celu naprawienie krzywd wyrządzonych w okresie II wojny światowej i PRL-u i ma dać możliwość przywrócenia obywatelstwa polskiego także osobom, które zostały przymusowo wysiedlone lub wyemigrowały w okresie II wojny światowej, co było postulowane od wielu lat, zwłaszcza przez środowiska polonijne". Komentarz jest tu chyba zbędny. Sejm RP ustawę już przyjął. Senat zapewne także ją poprze i nawet jeśli prezydent ją zawetuje, jego veto z pewnością zostanie odrzucone. Co więcej, wg sondaży, najwyższe poparcie na Warmii i Mazurach, regionie objętym roszczeniami ob. Niemiec (ok. 170 wniosków), na którym dojdzie zapewne wkrótce do pierwszej w kraju eksmisji w wyniku zwrotu majątku obywatelce Niemiec... ma PO, która takie udogodnienie dla Polonii zaproponowała. Co z tego wyniknie? Obym się mylił, ale może to stanowić hasło do kolejnych wniosków o zwrot majątków. Ilu? Nie wiadomo. Tylko Warmię i Mazury opuściło ok. 150 tys. tzw. późnych przesiedleńców, obecnych ob. Niemiec. Wystarczy aby zaledwie połowa z nich upomniała się o to, co porzuciła... Najsmutniejsze zaś jest w tej sytuacji to, że dostaliśmy to, co sami - w trakcie ostatnich wyborów do sejmu i senatu - wybraliśmy. Aż chciałoby się użyć słów Maćka z „Pana Tadeusza": „A głupi wy! Na kim się mleło, na was skrupi"... skomentuj (3) 05/03/2009 14:54 - Niemcy wracają... „Sąd Okręgowy w Olsztynie jeszcze raz zajmie się sprawą odszkodowania dla obywatelki Niemiec Agnes Trawny za nieruchomości utracone na Mazurach" - tak zabrzmiał wyrok białostockiego Sądu Apelacyjnego, który zwrócił sprawę ponad 1,5 milionowego odszkodowania do ponownego rozpatrzenia, ponieważ sędziowie Sądu Najwyższego uznali wcześniej, że „nie doszło w tej sprawie do przedawnienia roszczeń" i że Trawny może dochodzić odszkodowania za działki, które zostały sprzedane w ręce prywatne. Co to oznacza? Anges Trawny już raz wygrała z sądem w Polsce. Po długiej i wyczerpującej batalii sądowej odzyskała 59 ha ziemi (wraz z domem) należącej niegdyś do jej ojca , a którą porzuciła wyjeżdżając w połowie lat 70-tych do Niemiec. Wiosną, po zimowym okresie ochronnym, zostaną na przysłowiowy bruk wyrzucone cztery rodziny, które zamieszkują dom zwrócony Trawny. Wg prawa obowiązującego w PRL-u, wyjeżdżający do Niemiec w ramach akcji łączenia rodzin, zrzekali się obywatelstwa polskiego i majątku pozostawionego w kraju. Trawny jednak znalazła lukę prawną, wg której prawo to nie obowiązywało spadkobierców przedwojennych autochtonów z Ziem Odzyskanych. Mimo że nasze prawo nie jest precedensowe, otworzyła furtkę dla setek potomków dawnych właścicieli ziemskich z Warmii, Mazur, Śląska czy Pomorza, którzy obecnie mieszkają w Niemczech... i zgłaszają się po „swoje" majątki. Proces o odszkodowanie finansowe, zapoczątkowany przez Trawny, to także precedens. Jeśli sąd uzna jej roszczenia za uzasadnione i nakaże Skarbowi Państwa wypłatę odszkodowania okaże się, że pomimo uporczywego przekonywania opinii publicznej przez obecnie rządzących ze majątkowe roszczenia ob. Niemiec to „wymysł grupy eurosceptyków", wszyscy będziemy płacić za luki w naszym prawie. Nikt nie przewidział bowiem sytuacji, w której mimo porzucenia i zapomnienia o konieczności płacenia podatków i utrzymywania nieruchomości (przez dziesiątki lat!), nadal będzie można ją odzyskać. A jeśli nie sam dom, czy działkę, to pieniądze za nie. Obecnie na samej Warmii i Mazurach mamy ponad 170 pozwów ob. Niemiec o zwrot ziemi. Trudno sobie wyobrazić skalę pozwów, jeśli to ponowne „otwarcie furtki" zakończy się zgodnie z oczekiwaniami obywatelki Niemiec Agnes Trawny... skomentuj (55) 27/02/2009 11:44 - "Łże-PiS" Zbliża się II tura wyborów prezydenckich w Olsztynie, ale wybór pomiędzy dwoma kandydatami, Piotrem Grzymowiczem (tym razem popierany przez PSL) i Krzysztofem Krukowskim (PO), nie stanowi dla Olsztynian żadnej alternatywy. Pan Krzysztof Krukowski mógłby stać się gwarantem zmian w Olsztynie, gdyby był politykiem mniej zależnym od partyjnej centrali w Warszawie. Doświadczenie zdobyte na uczelni mogłoby zaowocować inwestycjami i rozwojem miasta, gdyby p. Krukowskiemu na to pozwolono. Natomiast wybór pana Piotra Grzymowicza jest gwarancją „żadnych zmian”. Jest to polityk starego układu politycznego, był wieloletnim działaczem partii lewicowych, przez 6 lat wiceprezydentem odwołanego w referendum prezydenta Czesława Jerzego Małkowskiego. Zatem jego wybór nie daje szans na świeży oddech w olsztyńskim ratuszu, nie gwarantuje nowoczesnej i europejskiej wizji Olsztyna. Z tym większym niepokojem i zażenowaniem wysłuchałem poparcia udzielonego panu Grzymowiczowi przez Prawo i Sprawiedliwość, rzekomo partię polskiej prawicy, która nieoczekiwanie w Olsztynie stanęła w jednym szeregu z SLD. Olsztyński PiS, w imię partykularnych celów, wykazał się skrajnym oportunizmem i konformizmem zarazem. Poparł Piotra Grzymowicza tylko po to, aby zaszkodzić konkurentowi politycznemu, którym jest Platforma. Pytam więc, pań i panów, polityków Prawa i Sprawiedliwości, gdzie wasz kręgosłup polityczny i moralny? Czy wartości polityczne już dla was nic nie znaczą? Czy zimne wyrachowanie, szukanie stołków i walka z PO są dla was celem samym w sobie? A gdzie wzniosłe deklaracje? A gdzie walka o dobro Olsztyna i poprawę życia mieszkańców? Przecież kandydat, którego poparliście już miał szanse na wykazanie, ile potrafi dać miastu… Dzisiaj żałuję naszej współpracy we frakcji Unia na Rzecz Europy Narodów w Parlamencie Europejskim, bo widzę, że cele, które nam przyświecały są martwe. A PiS wypełnia w całości definicję „łże-prawicy”. W Olsztynie wybór jest żaden. Idzie stare, ubrane w czterolistną koniczynę, lecz nie Olsztynowi ona przyniesie szczęście. skomentuj (56) 17/12/2008 22:20 - Dyskryminacja obcokrajowców Problem dyskryminacji w Europie ulega eskalacji. Odpowiedzialna za to jest zapewne łatwość przemieszczania się i osiedlania się obywateli Unii Europejskiej poza granicami ich ojczyzn oraz coraz większa migracja zarobkowa między krajami UE. Parlament Europejski zmaga się z ogromną liczbą skarg obywateli Unii, którzy żalą się na niskie i niesprawiedliwie według ich oceny przyznawane zarobki, na złe traktowanie w pracy oraz na złe traktowanie przez urzędy, w tym te, które z założenia powinny bronić praw ich i ich dzieci. Moją uwagę przed kilkom laty przyciągnęła sprawa kontaktów z dzieckiem w wielonarodowych małżeństwach, które - z różnych przyczyn - się rozpadły. Do mojego Biura zaczęły napływać skargi rodziców, którym zabroniono się spotykać z własnymi dziećmi... bo mówili w innym języku niż urzędowy danego kraju. Jedną z takich spraw pokazała przed kilkoma dniami telewizja TVN24. Polka, w akcie desperacji, porwała własne dziecko, którego nie mogła od kilku lat widywać. Niemiecki Urząd ds. Dzieci i Młodzieży, Jugendamt, zabronił jej bowiem kontaktów z synem, którego przez pierwszych sześć lat jego życia wychowywała samotnie. I muszę przyznać, że - mimo skarg dotyczących różnych krajów europejskich: Belgii, Francji, Danii czy Norwegii - zażaleń na działanie niemieckich Jugendamtów jest najwięcej. Komisja Petycji PE odnotowała ich już ok. 250! Niestety, na tym się kończy ich dotychczasowa historia. W ciągu czterech lat nie zapadły żadne wiążące decyzje (oprócz stwierdzenia przez Komisję Europejską, że Jugendamty łamią art. 12 Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Europejską, dotyczący zakazu dyskryminacji ze względu na przynależność państwową), żadna z komisji nie przyjrzała się też temu problemowi. Mało tego, mimo że ja sam zabierałem w tej kwestii kilkakrotnie głos podczas sesji plenarnej PE, zgłosiłem zapytanie ustne do Komisji Europejskiej i złożyłem dwa oświadczenia pisemne (jedno w trakcie zbierania podpisów poparcia), mimo że rozpowszechniłem dokumenty wskazujące jednoznacznie, że Jugendamty - mówiąc delikatnie - znacznie przekraczają swoje kompetencje, nikt nie dostrzega w działalności niemieckich urzędników niczego złego. Nawet polscy europosłowie, których ponad połowa nie podpisała się pod moim oświadczeniem pisemnym, broniącym praw także obywateli naszego kraju! Nikt nie widzi, że w Europie XXI wieku są rodzice, którzy nie widują swoich dzieci nawet od kilkunastu lat, którym odmawia się elementarnego, gwarantowanego przez kilka europejskich aktów prawnych - w tym Powszechną Deklarację Praw Człowieka, traktaty unijne oraz dyrektywę 2000/43/EC - prawa do niedyskryminacji ze względu na narodowość. Nikt nie walczy o prawa najmłodszych obywateli Unii... tych, którzy sami o sobie stanowić jeszcze nie mogą. Poszkodowani rodzice (ale też i niektórzy europosłowie) otwarcie mówią, że „Niemcy są za silni, żeby z nimi wygrać". Kolejne osoby, także z Polski, skarżą się, że odmawia się im prawa używania języka ojczystego (innego niż niemiecki) w kontaktach z własnymi dziećmi, lub odbiera się im ciężko chore dzieci, bo "Państwo Niemieckie lepiej się nimi zaopiekuje". W jednej z takich rodzin dziecko, odebrane polskim rodzicom przez Jugendamt, zmarło... Wiele się mówi ostatnio w Europie o ksenofobii, potrzebie większej tolerancji i wolności wyboru. Uchwalane są kolejne rozporządzenia i dyrektywy PE. Jedne bronią praw gejów inne zakazują dyskryminacji w miejscu pracy. Wszystkie są ważne i zasadne. Na usta jednak ciśnie mi się jedno pytanie. Po co je tworzyć, skoro i tak się nie sprawdza, czy są przestrzegane? Jak będzie wyglądała Europa, w której prym będą wiodły kraje najsilniejsze i największe? Chciałoby się powiedzieć: quo vadis Europo? skomentuj (78) 02/12/2008 11:42 - Na europejskim poziomie Moja decyzja o kandydowaniu na prezydenta Olsztyna była wyborem świadomym, wynikającym z mojego emocjonalnego i bardzo osobistego związku z Olsztynem. To tutaj w 1987 r. rozpocząłem naukę w liceum, tu także ukończyłem studia. W Olsztynie zdobywałem doświadczenie samorządowe w Sejmiku naszego województwa. Wreszcie w Olsztynie mieści się moje główne biuro posła do Parlamentu Europejskiego. Ale to co dla mnie najważniejsze z moich związków z miastem to fakt, że tu poznałem moją żonę i tutaj urodziły się moje dwie córeczki. A Olsztyn? Olsztyn na progu XXI wieku zasługuje na to, aby być miastem na europejskim poziomie, aby być miastem nowoczesnym. Olsztyn potrzebuje lotniska, które przybliży nasze miasto i cały region do świata i sprawi, że staniemy się jeszcze bardziej atrakcyjni turystycznie. Olsztyn potrzebuje też nowoczesnego zakładu utylizacji odpadów, który zastąpi bezsensowny i bardzo drogi wywóz śmieci do odległej Mławy. Olsztyn, jak tlenu, potrzebuje obwodnicy, która usprawni ruch komunikacyjny w naszym mieście, a także europejskiego systemu szybkiej komunikacji autobusowej BRT, rozwiązującego problem porannych i popołudniowych korków na trasach między centrum miasta a tzw. sypialniami Olsztyna czyli Pieczewem i Jarotami. Wszyscy mieszkańcy Olsztyna oczekują także na bezpieczeństwo na naszych osiedlach. Oczekują przyjaznego urzędu miasta, który w sposób kompetentny i z życzliwością będzie służył pomocą swoim mieszkańcom. To wszystko jest możliwe do osiągnięcia. Dlatego potrzebny jest prezydent z wizją, który będzie podejmował swoje decyzje w sposób odważny i zdecydowany, nie ulegając żadnym wpływom. Olsztyn jest naszym wspólnym domem, zadbam o niego. skomentuj (0) 18/11/2008 22:59 - Węzeł olsztyński przecięty Szanowni mieszkańcy Olsztyna Wczoraj przywróciliście dobre imię miastu, odwołując prezydenta Małkowskiego, na którym ciążą poważne prokuratorskie zarzuty. Gdy prezydentowi Małkowskiemu zabrakło dobrego obyczaju politycznego, nakazującego w takim przypadku dymisję dla dobra ogółu, gdy zabrakło pro publico bono, Państwa głos stał się głosem demokracji, której najwyższą formą jest referendum. Przejęliście Państwo odpowiedzialność za nasze miasto idąc do urn i mówiąc "tak" Olsztynowi, "nie" prezydentowi Małkowskiemu. Cieszy mnie, że odpowiedzialność za nasze miasto wzięła górę nad zniechęceniem i obojętnością. Cieszy mnie, że węzeł olsztyński został przecięty. Paraliż władzy samorządowej w Olsztynie wreszcie dobiegnie końca. Co prawda za trzy miesiące, po zarządzie komisarycznym i ponownych wyborach, ale w końcu to nastąpi. Olsztyn powróci na drogę praworządności. Nasze miasto zasługuje na nowego prezydenta. Prezydenta, który zapewni mu dynamiczny rozwój. Prezydenta, który wprowadzi Olsztyn w nowoczesny XXI wiek i który będzie zarządzał miastem na europejskim poziomie. Prezydenta, który zapewni bezpieczeństwo na osiedlach i przywróci w naszym mieście znaczenie słów "przyjazny urząd". Prezydenta, który nie będzie partyjnym aparatczykiem zapewniającym miejsca pracy swoim kolegom, lecz prezydenta, który będzie prowadził politykę kadrową urzędu w sposób otwarty i przejrzysty, zwracając uwagę na kompetencje i profesjonalizm swoich współpracowników. Prezydenta odważnego, który nie ulegnie szantażowi oraz naciskom politycznym, lecz w swych decyzjach będzie kierował się wyłącznie dobrem wspólnym mieszkańców. Olsztyn potrzebuje prezydenta z wizją, który wprowadzi miasto na drogę zrównoważonego rozwoju. Nasze miasto potrzebuje świeżego powiewu władzy. Olsztyn potrzebuje zmian. skomentuj (337) 04/10/2008 11:07 - Platforma - PZPN, do przrwy 1 : 0 Patrząc na zamieszanie wokół PZPN-u, przychodzą mi do głowy słowa starego Macieja z "Pana Tadeusza": "A głupi! a głupi! A głupi wy! na kim się mleło, na was skrupi. To póki o wskrzeszeniu Polski była rada, o dobru pospolitym, głupi, u was zwada? (...) A niech no kto podda osobiste urazy, głupi, u was zgoda!" Każdy, nawet mały chłopiec, kopiący piłkę w Polsce wie, że PZPN, tak jak polska piłka, jest chory. Ale duży chłopiec kopiący piłkę, tak jak Tusk czy Drzewiecki, powinien wiedzieć, że aby chorego wyleczyć, niekoniecznie trzeba odcinać mu głowę. Oczywiście, zabieg się uda, ale pacjent (czyt. polska piłka) tego nie przeżyje. Nie ma nic gorszego niż maczanie łap przez polityków w sprawy sportu. Robił to PiS, robi to teraz Platforma. Tylko po co? Takie działania rozwścieczają tylko FIFA i UEFA, które bronią - jak niepodległości - niezależności sportu. Grozi nam w efekcie dyskwalifikacja naszej reprezentacji i odebranie nam organizacji Euro 2012. I może o to właśnie chodzi PO?! Rząd widząc, że nie podoła na czas budowie stadionów, a zwłaszcza całej infrastruktury, w tym dróg i bazy hotelowej, dokonał rozróby w piłce. Gdy odbiorą nam Euro 2012 Tusk z miną niewiniątka powie: "No tak, my chcieliśmy, ale nam nie pozwolili. Ci źli chłopcy z FIFA. A my chcieliśmy tylko ręcznie sterować PZPN-em i na jego czele postawić naszego." A potem gestem Piłata umyje ręce w misie pełnej potu naszych piłkarzy. Nie bronię PZPN-u. Wiem, jak wszyscy, że toczy go rak korupcji. Lecz to jest pole do popisu dla policji, CBA i prokuratury. Po co stosować odpowiedzialność zbiorową? Jeśli ktoś z PZPN-u brał łapówki, to należy mu to udowodnić i go ukarać. To samo dotyczy sędziów piłkarskich, biorących udział w tzw. "ustawkach". Złapać i ukarać. Za to odpowiedzialne jest państwo i od tego właśnie jest państwo. A nie od powodowania paraliżu całej polskiej piłki. Jeśli kibole wzniecają na meczach zadymy, to jest to dowód na ich chamstwo i na nieskuteczność policji. Ale na pewno nie jest to powód na zawieszenie całego PZPN-u. Gdy złapano posłankę Platformy, p. Sawicką, na wzięciu łapówki, to nie był to powód do usunięcia (czyt. zawieszenia) całego rządu Tuska. Posłankę zaczęto ścigać. I słusznie. Tak samo, jeśli Iksiński czy Igrekowski z PZPN-u dopuścił się "wziątki", to trzeba go ścigać i osądzić. To jest normalna procedura. Cóż. Rząd Tuska to rząd showmanów. Nie mogąc sobie poradzić z organizacją Euro 2012 odpala świecę dymną. Bo jak mawiał klasyk PR-u: "Ciemny lud i tak to kupi". Biada wam Platformersi. Bo jeśli przez was odbiorą nam Euro, a nasi nie będą mogli grać w eliminacjach do mistrzostw świata, to zobaczycie jak walczą Polacy (kibice), gdy mają o co. W następnych wyborach rozniosą was w pył. PS. Panie ministrze sportu Drzewiecki. Czas na odwyk... od sportu, oczywiście. skomentuj (549) 24/09/2008 15:15 - Będzie wyrok w sprawie Rospudy? Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu ma dzisiaj rozpatrzyć skargę Komisji Europejskiej na Polskę w sprawie budowy obwodnicy Augustowa – napisał „Kurier Poranny”. Przełomu zapewne nie będzie, bo administracja europejska działa opieszale, a ekolodzy budowę skutecznie zablokowali. Najbardziej zainteresowani zaś, czyli mieszkańcy Wasilkowa i Augustowa publicznie zadają urzędnikom pytanie: „ile jeszcze osób musi zginąć pod kołami rozpędzonych TIR-ów, żeby problem znalazł swoje rozwiązanie?”. O potrzebie budowy obwodnicy słyszymy od lat. Sama inwestycja ruszyła przed niemal dwoma laty, a od roku jesteśmy świadkami zamieszania wokół niej. Jedna strona krzyczy, że nie wolno ingerować w unikalny ekosystem Natury 2000 i wchodzi na drzewa by ich nie ścięto. Druga, że życie ludzkie jest ważniejsze niż utrzymanie licznej populacji żaby jeziorkowej czy różnych gatunków ważek i motyli, i tych pierwszych próbuje z drzew strząsnąć. Urzędnicy zaś obradują, szukają kompromisu i… tracą czas. Bo o tym, że obwodnica w tak ruchliwym i ważnym tranzytowo miejscu już dawno powinna być wybudowana, nikogo chyba przekonywać nie trzeba. Tyle że plany, mimo że sporządzone przez naukowców i przedstawiające najmniej szkodliwy wariant, nie spodobały się garstce ludzi, na co dzień nie mających nic wspólnego z Podlasiem. Tych, którzy każdego dnia zmagają się z trudnym do zniesienia hałasem, kurzem i zagrożeniem życia, nikt nie słucha. Dlatego zwróciłem uwagę eurokratom na zabieranie szans rozwoju tego turystycznie atrakcyjnego miejsca, właśnie przez nadmierne respektowanie projektu Natura 2000. „Brak obwodnicy, blokowanie projektowanymi obszarami chroniącymi środowisko w większym stopniu aniżeli chroniącymi człowieka powoduje narastające rozwarstwienie wśród społeczeństw Europy, odbierające szanse mieszkańcom północno-wschodniej Polski na godne dołączenie do rozwoju gwarantowanego wszystkim przedstawicielom wspólnoty Unii". Bo naturę trzeba chronić, ale w granicach zdrowego rozsądku. PS. Pełny tekst przemówienia w dziale ja w parlamencie. skomentuj (0) 09/09/2008 12:53 - światełko w tunelu Skontaktował się ze mną syn kobiety, która po prawie trzydziestu latach straciła dom i ponad 10 ha ziemi na Mazurach. Powiedział, że „na podwórko przyjechał mężczyzna”, który go poinformował, że „zajmowany przez rodzinę budynek został sprzedany i teraz należy do niego”. Budynek, o którym mowa, to dom rodziny Olender ze Zdor pod Piszem. Przed kilkoma laty upomniał się o niego syn dawnych właścicieli, którzy w pośpiechu, towarowym pociągiem, uciekli w poszukiwaniu lepszego życia do Niemiec. Zrzekli się polskości, pozostawiając odręcznie spisane w środku nocy pismo, w którym przekazują rodzinie Olender swój majątek. Mało tego, mam kopię listu, w którym ci byli właściciele pytają jak to możliwe, że Państwo Polskie nie przejęło jeszcze ich dobytku (sic!). Ale urzędnicy mieli czas na zmianę wpisu w Księdze Wieczystej… Aż pewnego dnia pojawił się ów syn, który stwierdził, że spadek po matce należy się jemu a nie Państwu Polskiemu. Sąd w Piszu przyznał mu rację, a on teraz nieruchomość sprzedał. Wygląda to jak scenariusz taniego filmu, ale filmem nie jest. Nie dla rodziny, którą informuje się, że dobytek, o który dbała przez kilkadziesiąt lat, ma już trzeciego właściciela. Na szczęście udało mi się przekonać Starostę Piskiego do upomnienia się o własność Skarbu Państwa i wystąpił on do sądu z pozwem o odpowiadający prawdzie wpis w Księdze Wieczystej. Zgodnie z prawem, wg którego ob. Niemiec opuszczali Polskę, zrzekając się obywatelstwa polskiego (a taki dokument odnaleziono w IPN), zrzekali się równocześnie tego, co tu zostawiali. Otrzymywali w Niemczech za takie nieruchomości rekompensatę i – często wieloletnią – rentę. Nie mogli więc przekazać synowi czegoś, czego już nie mieli, bo jak mówi stara zasada prawa cywilnego: „Nie można przekazać więcej praw niż się samemu posiada”. I to jest nasze światełko w tunelu. Takich argumentów użyto w piśmie do sądu w Piszu, a sąd „zabezpieczył nieruchomość poprzez założenie na Księdze Wieczystej zastrzeżenia o prowadzonym postępowaniu” – jak powiedział mi prawnik piskiego Starostwa Powiatowego. Nie wiadomo jeszcze jak się to postępowanie skończy i czy uda się stworzyć „furtkę”, dzięki której obronimy się przed takimi roszczeniami, ale na pewno jest to reakcja inna, niż uzasadnienie sądu w Olsztynie, który stwierdził w bliźniaczej sprawie (rozpoznanej na razie wstępnie), że „to są autochtoni, których wygnano, pozbawiając ich majątku, o który teraz walczą”. Bo jak stwierdziła kiedyś Agnes Trawny, która odzyskała duży majątek ojca: „Wracam, żeby tu mieszkać”… po czym sprzedała kilka działek. Każdą za ok. 100 tys. zł. PS. Mawia się, że jedna jaskółka wiosny nie czyni… Ja mam jednak nadzieję, że dzięki jednemu człowiekowi, który postanowił pomóc innym, znajdziemy sposób na niemieckie roszczenia majątkowe. Dotychczas mamy około 170 pozwów, tylko na Warmii i Mazurach. Panie Premierze, czy to nie wystarczy, żeby zauważyć problem? skomentuj (8367) |
[ księga gości ]
[ archiwum ]
Kwiecień 2009 Marzec 2009 Luty 2009 Grudzień 2008 Listopad 2008 Pazdziernik 2008 Wrzesień 2008 Lipiec 2008 Czerwiec 2008 Maj 2008 Kwiecień 2008 Marzec 2008 Luty 2008 Styczeń 2008 Grudzień 2007 Listopad 2007 Pazdziernik 2007 Wrzesień 2007 Lipiec 2007 Czerwiec 2007 Maj 2007 Kwiecień 2007 Marzec 2007 Luty 2007 Styczeń 2007 |